czwartek, 28 maja 2026

Sycylia - cz. 1 - Trapani & Palermo



połączenie włoskości z orientem, europejskiego ładu z afrykańskim luzem, śródziemnomorskiej kuchni i bliskowschodnich zwyczajów. to miejsce, gdzie Europa kończy się bardzo powoli, a Afryka zaczyna bardzo subtelnie. taka jest Sycylia

odkrywanie uroków wyspy zaczynamy do zakupu biletów do Trapani. niezmiennie będę powtarzać, że posiadanie lotniska 20 minut od domu jest przywilejem i warto z niego korzystać. jesienią LUZ ogłosił uruchomienie nowego połączenia - Lublin - Trapani. myślę sobie z perspektywy lat, że co ma wisieć, nie utonie i moją koncepcję sprzed ponad 13 lat, żeby zabrać tam Mamę (wtedy to połączenie obsługiwało rzeszowskie lotnisko), wreszcie udało się zrealizować. zatem w listopadzie kupuję bilety na maj i nie pozostaje nic jak tylko czekać :D w marcu ogarniam nam apartament, kryteria mam jasne - ma być widok na morze i blisko centrum, a do tego nie za miliony monet. a reszta? się ogarnie na miejscu :D 

lot mamy w sobotnie popołudnie. zaletą lotów na małe lokalne lotniska jest to, że jest mniejsze ryzyko opóźnień, a przy tym wszelkie procedury lotniskowe trwają krócej. lecimy na lekko, z małymi plecakami. na lotnisku jesteśmy 2 h przed odlotem i o dziwo na kontroli bezpieczeństwa kolejka wynosi okrągłe zero. lot o czasie, do Trapani z losowania wpadają nam miejsca przy oknach i w obszarach emergency exits, więc Mama leci jak królowa - 01A, a ja jak księżniczka - 17A :D lotnisko w Trapani jest równie małe jak lubelskie. wyjście z niego to 3 minuty, potem jakieś 5 minut spaceru na przystanek i za chwilę był autobus do centrum Trapani. 2 tickets, Trapani Porto, please! bilet 4,9 EUR, podróż trwa ok. 30-45 minut. 

standardowo lokalna roślinność wprawia nas w zachwyt - Mama jako większa znawczyni gatunków, co chwile stwierdza, że to czy tamto miała w domu i padło na etapie miniatury, a tu w wydaniu XXL rośnie jako przydrożny chwast. agawy, opuncje, sansewiery, bugenwille, oleandry, strelicje, drzewka oliwne, koper - to gatunki, które na pierwszy rzut oka widać w krajobrazie. mnie oczywiście przyciągają kolory i ich intensywność. 



w Trapani wysiadamy na przystanku w porcie. to zdecydowanie bardziej popularna destynacja niż opuszczony przez Boga i ludzi dworzec autobusowy. mieszkanie mamy 10 minut spacerem od portu. drepczemy przez Centro Storico, zatłoczone z uwagi na sobotni wieczór. daję znać do obsługi apartamentu, że idziemy i będziemy niebawem. przy kamienicy wita nas Salvadore, prowadzi do mieszkania, wyjaśnia co i jak, kasuje 15 EUR podatku klimatycznego, zostawia klucze i życzy miłego pobytu. mieszkanie ma swój klimat, piękne, przestronne, pełne stylowych mebli i kolorów, które chyba bardziej niż widok z okna - przykuły moją uwagę. to, co mogłabym z niego ze sobą zabrać to ciekawe obrazy. zdecydowanie kolorystyką wpisałyby się w klimat mojego mieszkania, chociaż wielu mogłyby wprawić w zakłopotanie lub oburzenie, żeby nie powiedzieć - zgorszenie :D 



zostawiamy rzeczy i lecimy w miasto. mój żołądek domaga się włoskiego jedzenia. wbijamy do knajpki na deptaku i zamawiamy 2x Aperol Spritz i 2x spaghetti carbonara. posiolne idziemy jeszcze na mały spacer krążąc po malowniczych, wąskich uliczkach starego miasta. 



niedzielny poranek zaczynamy od poszukiwania otwartej pasticcerii, w drodze na dworzec. do dworca mamy kawałek, ok. 2,5 km, a z niego Flixbus do Palermo. zaopatrzone w cornetto i kilka innych słodkich i słonych przekąsek, czekamy godzinę na nasz zielony bus i zastanawiamy się, czy aby na pewno jesteśmy w dobrym miejscu. jedyna nadzieja, że jednak tak to pionowa nalepka Flixbus przyklejona na latarni przy jednym ze stanowisk. finalnie schodzi się jakaś grupa innych podróżnych, więc jest szansa, że nie tylko my czekamy na autobus. 


droga do Palermo wiedzie autostradą w głąb wyspy, przecinając gaje oliwne, małe wioski, wzgórza i góry, by finalnie podążać wzdłuż wybrzeża z widokiem na błękit Morza Tyrreńskiego. trasa zajmuje ok. 1,5 h. 



pierwsze kroki w Palermo kierujemy do Orto Botanico - Ogrodu Botanicznego. powstał pod koniec XVIII wieku jako część uniwersytetu i początkowo służył studentom medycyny do do uprawy roślin leczniczych. nową siedzibę otwarto w 1795 roku, a projekt utrzymano w eleganckim stylu neoklasycznym inspirowanym architekturą grecką. ogród szybko stał się jednym z najważniejszych ogrodów botanicznych Europy, bo dzięki klimatowi Sycylii świetnie rosły tam egzotyczne gatunki z Afryki, Australii czy Ameryki Południowej. 




najbardziej znanym symbolem miejsca jest ogromny figowiec australijski (Ficus macrophylla), którego korzenie wyglądają niemal jak osobny las (korzenie napowietrzne wiszą jak liany, a gdy dorastają do ziemi - wrastając tworzą kolejny pień). ciekawostką jest, że jego korona zajmuje powierzchnię ok. 2900 m2 i jest jednym z największych drzew w Europie. drzewo robi niesamowite wrażenie i zdecydowanie jest gwiazdą tego miejsca. 




z ogrodu ruszamy za płot, do Villa Giulia, pierwszego publicznego ogrodu w Palermo. założony pod koniec XVIII wieku i nazwany na cześć Giulii d’Avalos, żony hiszpańskiego wicekróla Sycylii. miejsce dość zaniedbane, ale marmurowe ławki w cieniu palm i z gwarnym towarzystwem zielonych papug - dają trochę ukojenia od południowego upału. 


dalej ruszamy w kierunku morza i poszukiwania jakiejś plaży. najpierw promenadą idziemy w kierunku Spiaggia di Romagnolo. kiedyś miejsce to było palermiańskim kurortem, dzisiaj - plaża bardziej przypomina wysypisko śmieci... na plaży zostajemy dosłownie chwilę, po czym zarządzam wymarsz w poszukiwaniu toalety. kto z Zielnicką kibla nie szukał... zadanie o tyle utrudnione, że mamy porę siesty i absolutnie wszystko wygląda na opuszczone i porzucone. przypominam sobie, że w drodze na plażę mijałyśmy hotel **** San Paolo Palace, więc jak to hotel - na pewno będzie otwarty. z miną Kota ze Shreka i desperacją w głosie pytam panią na recepcji, gdzie tu znajdę toaletę, a pani z wyrozumiałością wskazuje kierunek. uratowana :D 





wracamy w kierunku Centro Storico. Palermo ma swój unikatowy klimat. ma bardzo warstwową architekturę, bo przez wieki przechodziło przez ręce Arabów, Normanów, Hiszpanów i Włochów. widać tu silny wpływ arabskiej urbanistyki - wąskie uliczki, dziedzińce i ornamenty, które mieszały się później z europejskim stylem. okres normański (XII wiek) zostawił jedne z najcenniejszych zabytków, gdzie łączy się styl romański z bizantyjskimi mozaikami i arabskimi detalami. później barok, pełen zawijasków i zakrętasków, zwłaszcza po trzęsieniu ziemi w 1693 roku na Sycylii, nadał miastu bogato zdobione kościoły i fasady pełne przepychu. dziś Palermo jest mieszanką eleganckich pałaców, zaniedbanych kamienic i orientalnego chaosu, który tworzy jego bardzo charakterystyczny klimat. i jest pełen śmieci. walających się wszędzie. absolutnie wszędzie. 

tematyka odpadów w Palermo, a szerzej - w całym rejonie Sycylii, jest jak te zalegające śmieci - wielowarstwowa. po pierwsze, historycznie przez długi czas system wywozu śmieci i gospodarki odpadami był źle zorganizowany i niedofinansowany, co doprowadziło do zaległości i chaosu w zarządzaniu. po drugie, ważną rolę odgrywa trudna sytuacja administracyjna i polityczna regionu, gdzie częste zmiany zarządów utrudniały długofalowe reformy. po trzecie, w niektórych obszarach działały też lokalne nieformalne struktury i problemy z przetargami na wywóz odpadów, co wpływało na efektywność systemu. po czwarte, duże znaczenie ma też turystyka sezonowa i wysoka gęstość w historycznych centrach, gdzie odpady szybko się kumulują, a wąskie uliczki utrudniają logistykę.
i wreszcie – mimo poprawy w ostatnich latach – wciąż występują różnice między bogatszymi i słabiej zarządzanymi gminami, więc obraz brudnej Sycylii jest nierówny i często zależy od konkretnego miejsca. 

kręcimy się po starówce i tu nadchodzi ten moment, w którym pozostaje zadać mi pytanie, co do rachunku prawdopodobieństwa. jakie jest prawdopodobieństwo, że zostanie się pogryzionym przez konia w centrum miasta?! bliskie zeru. a jednak... cuda się zdarzają. przechodząc obok dorożki, nie wiedzieć dlaczego - koń postanowił zrobić sobie ze mnie przekąskę. trawy raczej nie przypominam, bardziej skwarka (spaliło mnie już doszczętnie). mimo mojego zamiłowania do zwierząt - wiem, że głaskanie i zaczepianie takich ulicznych koni jest dla nich frustrujące i stresujące, więc nie wchodzę w żadną interakcję, a mimo to mam na przedramieniu wielki czerwony ślad po końskim uzębieniu oraz całkiem pokaźną warstwę śliny... właściciel niewzruszony oferuje przejażdżkę, a ja kwituję, że nic się nie stało, wszak ręki mi nie odgryzł, a szkoda stworzenia, bo jeszcze skłonni za karę przerobić go na kiełbasę. chociaż może byłaby to mniejsza męka niż stanie w upale i wożenie turystów... 

obśliniona ruszam przed siebie, a Mama podąża za mną. przed nami jakiś kościół, a Mama przypomina sobie, że to niedziela i chciałaby zajrzeć na pacierz. więc wbijamy, kościół to kościół. wchodzimy do środka i popadamy w zachwyt. okazuje się, że ów niepozorna z zewnątrz świątynia to Chiesa del Gesù (Casa Professa) - jedna z najważniejszych i najbardziej spektakularnych barokowych świątyń na całej Sycylii. zdobienia, ornamenty, nie wiem czy jest jakaś przestrzeń w tym kościele, która nie miałaby zdobień albo fresków. do tego kolorystyka malowideł, witraży oraz klimat kopuły - naprawdę robią wrażenie. mimo, że nie jestem osobą religijną i z instytucją kościoła mi nie po drodze - to takie miejsca zachwycają mnie pod względem architektonicznym i artystycznym. ile lat pracy kosztowało stworzenie tych arcydzieł i jak wielu utalentowanych ludzi przy tym ciężko pracowało. 


po uczcie dla ducha pora na ucztę dla ciała - na obiad w lokalnej knajpce. zamawiamy - nie inaczej - makaron, ja z krewetkami, Mama z łososiem. na jedzenie czekamy całkiem długo, ale zdecydowanie było warto, chociaż porcja mnie przerosła. posilone ruszamy w dalszą drogę, w kierunku katedry. 

katedra w Palermo to jedna z najważniejszych i najbardziej wielowarstwowych świątyń na wyspie. zbudowano ją w 1185 roku na miejscu wcześniejszej bazyliki, która była wcześniej kościołem, a w okresie arabskim została przekształcona w meczet. katedra była wielokrotnie przebudowywana, dlatego dziś łączy style normański, gotycki, barokowy i neoklasycystyczny. w jej wnętrzu znajdują się grobowce władców Sycylii, m.in. Rogera II i Fryderyka II, a z dachu można podziwiać panoramę miasta. dziś jest nie tylko miejscem kultu, ale też jednym z najważniejszych zabytków wpisanych na listę UNESCO w ramach dziedzictwa arabsko-normańskiego Palermo


mając porównanie tych dwóch świątyń to Casa Professa robi wrażenie wnętrzem, natomiast katedra przykuwa uwagę swoją rozległą jak twierdza bryłą. 

z katedry kierujemy się do Porta Nuova - najbardziej imponującej historycznej bramy miasta. wzniesiona w XVI wieku jako triumfalna brama wjazdowa do miasta, upamiętniająca zwycięstwa hiszpańskiego króla Karola V. charakterystyczny dach w formie piramidy i rzeźby na fasadzie nadają jej bardzo dekoracyjny, barokowo-renesansowy charakter. 

spacerujemy jeszcze przez Albergherię - jedną z najstarszych dzielnic Palermo. gęsto zabudowana, z wąskimi uliczkami, praniem rozwieszonym między balkonami i starymi kamienicami, często w różnym stanie zachowania. to dzielnica, w której szczególnie mocno czuć mieszankę kultur i surowy klimat południowej Sycylii. 





ałymi krokami kierujemy się na dworzec Palermo Centrale, obok którego jest dworzec autobusowy, skąd mamy Flixa do Trapani. ostatnią godzinę siedzimy w towarzystwie strelicji czekając na nasz środek lokomocji. 

o zachodzie słońca wyjeżdżamy z Palermo, podziwiając złote światło na okolicznych klifach. do Trapani docieramy po 21, a przed 22 dowlekamy się do mieszkania. licznik wybija 30 000 kroków. pora na odpoczynek i ładowanie baterii przed kolejnymi przygodami, a kolejny dzień zapowiada się równie ciekawie... :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz