środa, 26 czerwca 2019

lubelski "Botanik"



pewnie większość Lublinian hasło botanik od razu skojarzy z Ogrodem Botanicznym UMCS, ale pewnie nie każdy z nich zna historię tego wyjątkowego miejsca.







początki ogrodu sięgają XVIII wieku i wiążą się z rodem Kościuszków - Jana Nepomucena Kościuszki, stryja Tadeusza. niegdyś obszar ten był częścią folwarku zlokalizowanego w Sławinku.





w XIX wieku odkryto tu źródła z wysoką zawartością żelaza, co przyczyniło się do powstania uzdrowiska na tym obszarze. lata świetności tego miejsca to końcówka wieku XIX. niestety Sławinek miał zbyt dużą konkurencję w pobliżu - Nałęczów. na domiar uzdrowisko mocno ucierpiało w trakcie I i II wojny światowej. 



w połowie XX wieku obszarem zainteresowały się władze UMCS i oficjalnie w 1974 roku ogród został udostępniony zwiedzającym. 










jest to niewątpliwie jedno z najbardziej urokliwych miejsc na lubelskiej mapie, idealne na spacery (tudzież jak w przypadku malutkiego Myszorka - przejażdżki ;), odpoczynek wśród różnorodnych roślin, pogawędek z kaczkami czy wysłuchanie żabiego koncertu. 











niedziela, 16 czerwca 2019

słowackie panoramy

do Słowacji mamy szczególny sentyment, dlatego wracamy przy każdej możliwej okazji. ten kraj zawsze potrafi nas czymś zaskoczyć i sprawić, że przystaniemy na dłuższą chwilę chłonąc krajobraz. tak po prostu... 

tydzień różnicy między ujęciami. pogranicze polsko-słowackie...







... i węgiersko-słowackie :) 









środa, 12 czerwca 2019

różne sposoby odmiany Egeru




Eger... ten przedrostek i wyraz (a właściwie nazwa własna) w trakcie tego wyjazdu odmieniana była na kilka sposobów.


Eger 

jedno z najbardziej znanych węgierskich miast położone pomiędzy pasmem Gór Bukowych Mátra. znane przede wszystkim z term i Doliny Pięknej Pani (Szépasszony-völgy). miasteczko swoją architekturą przypomina nieco śródziemnomorskie okolice i warto pozwolić sobie na bezcelowe spacery wąskimi uliczkami.




jedną z atrakcji jest minaret (wysoki na 40 m), na którego szczyt prowadzi 97 kamiennych stopni. urokliwa panorama z balkoniku, z którego niegdyś muezzin wykrzykiwał adhan, przyprawia o zawroty głowy (zdecydowanie polecamy skoncentrowanie uwagi na okolicy i nie patrzeniu w dół...). 






charakterystycznym elementem panoramy miasta, widzianej z minaretu, jest zamek. kojarzy się on przede wszystkim z bohaterskimi czynami kapitana Istvána Dobó (jego imieniem nazwano główny plac miasta), który w XVI w. pokonał trzydziestokrotnie większą armię turecką. z walkami przeciwko Turkom związana jest nazwa lokalnego wina - bycza krew (Egri bikavér). jak głosi lokalna pogłoska, w obozie tureckim krążyła historia jakoby węgierscy wojownicy mieli nadludzką siłę dzięki piciu byczej krwi. w rzeczywistości czerwony trunek, który popijali to lokalne wino.













warto poświęcić chwilę na zwiedzanie zamku, bo i z jego murów można podziwiać ciekawe panoramy, m.in. widać drugą co do wielkości węgierską bazylikę, której kopuła jest charakterystyczna dla lokalnej panoramy czy barokowy kościół minorytów, w którym przechowywane są przekazane z Polski relikwie św. Jadwigi - królowej




spacer warto zakończyć w basenie z gorącą wodą termalną, bądź też relaksem w łaźni tureckiej w egerskich termach, a dzień we wspomnianej na początku - Dolinie Pięknej Pani. to dzielnica winiarskich piwniczek, wydrążonych w wulkanicznym tufie, który wytwarza mikroklimat idealnie nadający się do przechowywania szlachetnych trunków. warto zaglądać do piwniczek, bo ich wnętrza to niekiedy perełki architektury. 






Egerbakta

zdecydowanie w trakcie tego wyjazdu widoki z domku, w którym spędzaliśmy wieczory i poranki, skradły nasze serca. mały skandynawski domek (sprowadzony w częściach z Finlandii), którego właścicielem jest sympatyczny Szwed, a nadzorcą norweska kotka, zlokalizowany jest na czubku góry pod Egerbaktą. dojazd wymaga trochę gimnastyki (Bobek jak wiadomo to pojazd terenowy i przecież Subaru.... ;), ale jak już się wdrapie na górę to bez względu czy to zachód czy wschód słońca - można popadać w zachwyt. 










winnice, w oddali najwyższy szczyt Węgier - Kékes (1014 m n.p.m.) czy zbiornik w Egerszalok - Laskóvölgyi to tylko kilka elementów tej cudownej panoramy. okoliczna zieleń, cisza i spokój to coś czego nam na co dzień najbardziej brakuje. rewelacyjna ostoja do wieczornego sączenia specyfików z tutejszych piwniczek, słuchania świerszczowego koncertu, podziwiania Drogi Mlecznej, a dla cierpliwych - obserwowania dzikiej zwierzyny.







Egerszalok

mała miejscowość nieopodal Egeru. tu zaczynamy naszą węgierską przygodę od zakupów w lokalnym sklepie i okolicznej piwniczce. papryka, wino i arbuzy - podstawa węgierskiego chilloutu. miejscowość niewielka, znana jak cała okolica - ze śmierdzących źródeł o wyjątkowym działaniu. i dla tych źródeł postanowiliśmy się ponownie zjawić w tej okolicy. ponownie - bo już w tym roku mieliśmy okazję tutaj gościć. sporo w tej okolicy basenów i kompleksów z termami (w samym Egerszalok jednym z najlepszych jest kompleks Saliris). 




nas wywiewa jednak do sąsiedniego Demjén, gdzie instalujemy nasze spragnione minerałów gnaty w tunelach Cascade. lokalne źródła wydobywane z głębokości ponad 400 m bogate są w wapń, magnez i siarkę. do tego dla lubiących podnosić sobie adrenalinę - mini aquapark ze zjeżdżalniami i 3 godziny mijają ekspresem.