środa, 12 lipca 2017

spacerujac po Bychawie

kolejny raz się powtarzamy, ale lubelskie kryje wiele tajemnic i urokliwych miejscówek. jedno z niedzielnych popołudni spędziliśmy w Bychawie. 

miasteczko zadbane, czyste i skrywa nie lada gratkę - zalew z ruinami zamku. historia zamku została opisana tutaj.


a tak prezentuje się okolica naszym okiem: 
























niedziela, 9 lipca 2017

słone popołudnie

jeśli ktoś nie wie, co ze sobą zrobić w niedzielne popołudnie, wraz z Myszorkiem polecamy wyprawę do najstarszej polskiej kopalni soli - w Bochni. 

samo zwiedzanie wiedzie około kilometrową ścieżką, w której przewodnik wprowadza w różne zakamarki kopalni. zdecydowanie należy zaopatrzyć się w wygodne buty i ciepłe ubranie. czas zwiedzania to ok. 3 godzin, chyba, że wykupi się przeprawę łodzią, wtedy doliczyć należy jeszcze godzinę. 


 


początek zwiedzania kopalni to zjazd szybem Campi na głębokość ok. 250 m. dalej wędrówka do stacji kolejki podziemnej, gdzie malutkie wagoniki wywożą nas niemal pod bocheński rynek. 





dalej wraz z przewodnikiem, a także pomocą władców polskich czy żupników genueńskich poznajemy historię polskiego górnictwa solnego, a także i historię Polski. 







pokazy multimedialne oraz wystawy związane z górnictwem są atrakcją zarówno dla tych małych i jak i nieco większych zwiedzających.


bocheńska kopalnia jest nie tylko najstarszą kopalnią soli w Polsce, ale także  jako jedyna ma kaplicę przez którą biegną tory i jeżdżą pociągi. wiadomo - nie od razu inter city, ale kolejka kopalniana, jednakże nigdzie indziej takiej atrakcji nie spotkamy. o samej kopalni warto poczytać tutaj






z kopalnią soli w Bochni wiąże się także legenda o pierścieniu św. Kingi. jednakże - jak to u nas bywa - trwa spór, gdzie pierwsze odnalazł się pierścień - w Bochni czy Wieliczce. tutaj test obu legend...





kolejnym i właściwie ostatnim punktem zwiedzania jest największy podziemny obiekt i komora wydrążona w polskich kopalniach - komora Ważyn. jest to długi tunel, gdzie można coś przekąsić, odpocząć, pograć w kosza czy pozjeżdżać na najdłuższej podziemnej zjeżdżalni.a dla spragnionych podziemnego mikroklimatu - można tu nawet wykupić nocleg. 





piątek, 7 lipca 2017

welcome to Hollywood

o tym, że lubelskie ma coś w sobie wspominać nie musimy. warto zatem czasem zboczyć z trasy i uderzyć w nieznane. czasem tuż za rogiem można się przekonać, że wielki świat jest na wyciągnięcie ręki...




jakie auto, takie Hollywood ;)





pozostając w okolicy Szastarki, bo to tu jest polski święty las, warto zatrzymać się w Sulowie u źródeł Bystrzycy. wszak każdy porządny Lubelak powinien wiedzieć, gdzie zaczyna bieg rzeka, która przepływa przez jego miasto.






ciekawym punktem okolicy są Kiełczewice Maryjskie, gdzie stoi samotnie, chyląc się ku odmętom Bystrzycy dawny młyn wodny. dziś już nie działa, ale jest punktem godnym uwagi.







w Zakrzówku naszą uwagę przykuł hmmm zamek Don Wasyla czy innego możnowładcy... ;)




wtorek, 4 lipca 2017

bye bye Lux, hello Brux

niedziela


o 4.30 wpakowaliśmy się do Flixbusa (bilet kupiony online, ok 70 zł za przejazd/os), jadącego w kierunku Antwerpii. naszym docelowym przystankiem była stolica Europy. panowie kierowcy - Polacy (jakżeby inaczej) żartowali, że nas tam nie wysadzą, bo tam uchodźcy grasują, więc jedziemy do końca. no, ale ostatecznie udało nam się wyskoczyć przy dworcu północnym w Brux. 





najpierw krótki rzut okiem na srebrne kuleczki cząsteczki atomu żelaza (Atomium), a potem desant. o 7.30, kiedy Brukselki jeszcze przewracają się z boku na bok - my wędrujemy. najpierw przedefilowaliśmy przez dzielnicę biznesową, a dalej spacer do jednej z główniejszych atrakcji Brukseli - Wielkiego Placu. faktycznie miejsce wraz z zabudową robi wrażenie. chociaż wielkim bym go nie nazwała... moje wyobrażenie co do tego miejsca było nieco inne. 








z Wielkiego Placu kierujemy się do Bruxelles Central, dworca centralnego. dworzec nie jest jakimś szczególnym, ale niecały tydzień wcześniej został zneutralizowany napastnik z pasem szahida. ale tym razem dworzec wydawał się być spokojnym miejscem. z dworca spacer do kolejnej w trakcie naszej wyprawy katedry - Notre-Dame de la Chapelle. przepiękne witraże, których kolorowe szkiełka nadają specyficzny klimat temu miejscu. nas najbardziej urzekła barokowa ambona wykonana z drewna. przepiękne misterne rzeźby. 








być w Brukseli i nie być przy stolicy UE to tak jakby nie być w ogóle. tak więc spod katedry spacer w kierunku parku miejskiego, pałacu królewskiego, a dalej dzielnicy europejskiej. i znów - moje wyobrażenia były nieco inne. że to takie osobne gmaszyska na jakiejś pustyni. a tu zabudowania niezbyt imponujące, ale za to otoczone parkiem. tak swojsko, a nie wydumanie i nadęcie. ;) tak aż nieeuropejsko. 














po dzielnicy europejskiej chwile się pokręciliśmy, posiedzieliśmy w parku, żeby garb mógł odpocząć. potem dalej spacer w kierunku centrum i budynku sądu. potężne gmaszysko, obok którego można podziwiać piękną panoramę Brux. spod gmachu sądu wędrowaliśmy jeszcze w kierunku dworca Brux-Midi, skąd odjeżdżał shuttle bus na lotnisko Chareloi. 









warto słów kilka powiedzieć o architekturze Brukseli. bardzo pozytywnie zaskoczyła nas ogólna panorama miasta i sama architektura. przepiękne kamienice, wielobarwne, majestatyczne, w różnych stylach architektonicznych. szerokie ulice, aleje. nie sprawia wrażenia stolicy Europy, ale zdecydowanie zasługuje na słowa uznania co do takiego ogólnego wrażenia miasta. zdecydowanie warto było się wybrać chociaż na te kilka chwil i rozeznać się w stolicy Europy.