sobota, 11 lutego 2017

z wizytą w Raju

1.09.2016

początkiem września wraz z P. i Myszorkiem wybraliśmy się w poszukiwaniu Raju. Słowackiego Raju. i tak nabyliśmy mapę Słowacji i niespiesznym tempem jechaliśmy przed siebie. pierwszy przystanek zrobiliśmy w jakiejś wiosce, gdzie było podejście do Wisłoki. kocham rzeki górskie. płytkie, z kamiennym dnem. wyglądają tak tajemniczo i uroczo. 






kolejny przystanek to cerkiew świętych Kosmy i Damiana w Kotanii. przepiękna, drewniana, na wzgórzu wśród drzew. I ten zapach starego drewna, który się dookoła unosi... mmmmmm. w Ożennej pożegnaliśmy Polskę a przywitaliśmy Słowację. 






kolejny przystanek to Bardejov. najpierw przespacerowaliśmy się zdrojową częścią Bardejova (Bardejovskie Kupele). zadziwiła nas cisza, spokój uzdrowiska. nikt się nigdzie nie spieszył (my też nie), przepiękne stylowe wille porozrzucane po wzgórzu. niewielki skansen, ale niestety zamknięty z uwagi na nagrania (za ogrodzeniem widać było ludzi ubranych w ludowe stroje). słońce, las, pełen relaks ;) 





z uzdrowiska podjechaliśmy do centrum. renesansowy rynek z ratuszem i kościołem św. Idziego. średniowieczne mury obronne z basztami, zachowane w całkiem niezłym stanie. a wszystko pod patronatem UNESCO, położone wśród zielonych wzgórz. 







z Bardejova ruszyliśmy w kierunku Popradu. by w okolicy Plavnicy odbić na południe. dochodziła pora obiadowa, więc na wzgórzu z przepiękną panoramą na okolicę zrobiliśmy przystanek na obiad. Słowacja ma doskonale oznakowaną i rozwiniętą sieć dla cyklistów. zabrakło mi typowych miejsc biwakowych, ale za to, co jakiś czas można spotkać wiaty z 'parkingiem' dla rowerów. wszystko zadbane, niezaśmiecone. ogólnie Słowacja jest bardzo czystym krajem. wyjątki stanowią enklawy romskie na obrzeżach miejscowości. 





ogólnie wybieraliśmy jak najwięcej dróg lokalnych, ciekawszych widokowo. unikaliśmy krajówek czy wiodących przez większe miasta. a gdzie na mapie pojawiał się szlaczek serpentynowy - uderzaliśmy w tym kierunku. za cały wyjazd trafiły nam się może 2-3 odcinki drogi z gorszą nawierzchnią czy dziurami. a tak - gładko, czasem szerzej, czasem węziej. słowackie miejscowości są do siebie bliźniaczo podobne. wąski 'rynek' z domami w formie szeregowej, w typie starego budownictwa. gdzieś w 'centrum' wyróżniający się budynek lokalnych władz. zawsze biała wieża ze starodawną kopułą lub piramidkowym dachem i zegarem, która z daleka pokazuje, że zbliżamy się do cywilizacji. najczęściej jest to wieża kościelna, ale i 'wolnostojące' się zdarzają. podwórka małe ciasne. nie ma jednoznacznego stylu. niektórzy preferują domy o elewacjach w mocnych kolorach, ale większość jasna beżowa. sporo domów nieremontowanych, z eternitowym dachem. 


mijając kolejne miasteczka i serpentynowe dróżki dotarliśmy do podnóża Zamku Spiskiego. jest to jeden z największych kompleksów zamkowych w Europie oraz największy na Słowacji. stanowi pomnik kultury, wpisany na listę UNESCO. kiedyś miałam okazję podziwać go w jesiennej aurze i mgle. teraz w słonecznej - jeszcze letniej. wstęp do zamku 8E. na terenie zamku darmowe wi-fi z możliwością ściągnięcia i korzystania z aplikacji, która służy za przewodnika. my obraliśmy własny kierunek zwiedzania. 






P. jak zwykle zaciekawiony wystawą broni średniowiecznej i retrogratami. mnie urzekła muzyka, którą dwójka młodych grajków serwowała w jednym z muzealnych pomieszczeń. muzyka klasyczna i filmowa grana na skrzypcach i gitarze - w takiej scenerii bajka... mogłabym tam spędzić resztę dnia, ale czekała jeszcze wieża widokowa i dojazd do Betlanovców. 

kolejne co mnie zadziwiło - parking pod zamkiem darmowy :) pożegnaliśmy Spiski Hrad i kierując się na Nową Wieś Spiską a dalej Spiski Czwartek dojechaliśmy późnym popołudniem do naszego miejsca noclegowego - Relax Farma Marianka. przywitaliśmy się z gospodarzami - Janką i Marianem.




2.09.2016

kiedy 5 lat temu byłam w Słowackim Raju i pełzłam Przełomem Hornadu postanowiłam, że to dopiero początek mojej przygody z tą krainą. patrząc na plan szlaków najbardziej ciekawym wydała mi się Sucha Bela. dopiero szykując się do tego wyjazdu wyczytałam, że jest to najliczniej odwiedzany szlak z uwagi na swą malowniczość, efektowne wodospady i skomplikowane podejścia. 







zatem plan na drugi dzień był bardzo prosty. idziemy z Betlanovców do Podlesoka i szturmujemy wąwóz Sucha Bela. opłaciliśmy 1,5E/os. wstępu do parku narodowego, zakupiliśmy plan szlaków i w drogę. to, co na pierwszy rzut okiem zachwyca to biel kamyczków. i to, że mimo płynącego potoka - nie są śliskie. idąc ciągle w górę rzeki, mijając kolejne schodki i drabinki dochodzimy do Misowych Wodospadów. P. podziwiał widoki, ja dokarmiałam... kota. z uwagi na to, że dla prążkowanego kocurka musiałam pachnieć jak milion dolarów (główna zawartość plecaka -kanapki z konserwą i kotletem), nie wiadomo skąd nagle się pojawił łasząc się, mrucząc i włażąc na mnie. nie mogłam przejść obojętnie, więc wyjęłam konserwę z kanapki i dałam futrzakowi trochę. tylko Myszorek był lekko przerażony zaistniałą sytuacją, bo nie znał tak do końca zamiarów kocura. potem szybko wspięłam się drabinką w górę, żeby nie zabrać żywej pamiątki ze sobą ;)







przejście Suchej Beli zajmuje ok. 2,5 h. nie jest bardzo męczące, ale sporo gimnatyski na drabinkach i w wąskich skalnych przejściach. woda wyżłobiła wiele 'mis', do których wpada z półek skalnych. stąd właśnie nazwa misowych wodospadów. 






po Suchej Beli czas na przerwę w miejscu, gdzie łączy się kilka szlaków. posililiśmy się czymś energetycznym i dalej w drogę w kierunku Klasztoriska - miejsca, gdzie niegdyś był klasztor kartuzów. miejsce pięknie położone. z polany roztacza się widok na dolinę Spiszu i na horyzoncie widać Tatry. na polanie oprócz ruin klasztoru oraz restauracji znajduje się symboliczny cmentarz. na polanie spędziliśmy ok.40 minut odpoczywając i jedząc kanapkowy obiad. 













z Klasztoriska ruszyliśmy szlakiem do Letanowskiego Młyna, dalej powrót do Podlesoka Przełomem Hornadu. z każdym kolejnym krokiem wędrówki moje nogi stawały się cięższe. Na niektórych odcinkach trasy można było pogadać z kozicami, które dumnie prezentowały się na niemal pionowych skałkach. 





nad Hornadem przerzuconych jest kilka ław łańcuchowych, więc kilka razy zmienia się stronę po której się drepcze. ok. 16.30 dotarliśmy do Podlesoka, a stamtąd jeszcze 20 minutowy spacer do Betlanovców. łącznie wyszło nam 25 km wędrówki. na kolację ugrillowaliśmy kiebłabski i cukinię. posileni popodziwialiśmy jeszcze zachód słońca nad Słowackim Rajem. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz